Żyjemy w czasach, w których coraz mniej miejsca zostawiamy na świadome przeżywanie ważnych momentów. Wszystko dzieje się szybko, niemal jednym kliknięciem. Kolejne etapy życia następują po sobie tak płynnie, że niekiedy trudno zauważyć granicę między tym, co było, a tym, co właśnie się zaczyna.
Tymczasem człowiek od zarania dziejów tworzył ceremonie. Nie tylko dlatego, że wymagało tego państwo czy religia. Tworzył je, ponieważ potrzebował zatrzymać się przy chwilach, które zmieniały jego życie.
Ślub nie jest własnością państwa ani żadnego związku wyznaniowego. U podstaw każdej ceremonii ślubnej znajduje się świadoma decyzja dwojga ludzi, którzy chcą związać ze sobą swoje życie. Państwo może nadać tej decyzji skutki prawne, religia może umieścić ją w porządku wiary, ale sama potrzeba wypowiedzenia wobec innych ludzi: „wybieram właśnie ciebie” jest przede wszystkim ludzka, humanistyczna.
Od kilku lat towarzyszę ludziom właśnie w takich momentach. Jestem celebrantem ślubów i pożegnań humanistycznych.
Ceremonia jako moment przejścia
Od początku mojej pracy wiedziałem, że prowadzenie ślubu nie jest zwykłą „usługą weselną”. Zresztą nigdy tak tego nie traktowałem.
Ślub, podobnie jak przysięga składana przez żołnierzy czy strażaków, jest publiczną deklaracją zmiany statusu społecznego. To świadome zobowiązanie się do pełnienia nowej roli, z którą wiąże się określony katalog praw, obowiązków i odpowiedzialności.
Jesteśmy istotami społecznymi. Najważniejsze decyzje naszego życia nabierają pełnego znaczenia, kiedy wypowiadamy je wobec innych ludzi. Nie dlatego, że potrzebujemy ich zgody, ale dlatego, że obecność bliskich nadaje naszym słowom społeczny wymiar.
Publiczna deklaracja daje parze jeszcze coś: punkt odniesienia. W chwilach kryzysu można wrócić pamięcią do dnia, w którym wobec najbliższych świadomie powiedziało się: „wybieram właśnie ciebie”. W związku taka pamięć może mieć ogromne znaczenie.
Są w życiu chwile, po których nie jesteśmy już tymi samymi osobami, którymi byliśmy dzień wcześniej. Filozof Karl Jaspers pisał o sytuacjach granicznych: śmierci, cierpieniu, walce czy winie. To doświadczenia radykalne, których nie możemy cofnąć ani unieważnić.
W codziennym życiu mamy jednak również wiele sytuacji, które nie muszą być graniczne w sensie jaspersowskim, ale są przełomowe. Po nich nasza egzystencja nie jest już taka sama. Możemy nazwać je momentami inicjacyjnymi: po raz pierwszy wchodzimy w nową rolę i musimy odnaleźć się w nieznanej dotąd sytuacji.
Z pełną świadomością zajmuję się ślubami i pożegnaniami humanistycznymi. Są to dwa bardzo różne, ale niezwykle ważne momenty przełomowe w życiu jednostki. Oba mają jednocześnie wymiar społeczny. Pokazują znaczenie jednostki dla wspólnoty, ale również znaczenie wspólnoty dla jednostki.
Współczesność sprzyja postawom indywidualistycznym. Podczas ceremonii egocentryzm musi jednak choć na chwilę zejść na dalszy plan. Człowiek uświadamia sobie wtedy, że jest częścią czegoś większego: relacji, rodziny, grupy bliskich osób, wspólnej historii.

Zatrzymać się przy drugim człowieku
Ceremonia jest momentem zatrzymania, ale to zatrzymanie zaczyna się znacznie wcześniej niż w dniu ślubu. Dla mnie rozpoczyna się już podczas rozmowy z parą.
Sam ślub jest jednak właściwym momentem wyhamowania. Na chwilę przestają się liczyć konflikty zbrojne, kryzys klimatyczny, awans w pracy albo jej utrata. Nie dlatego, że te sprawy tracą znaczenie, ale dlatego, że w tym jednym momencie cała uwaga skupia się na ukochanej osobie i na emocjach, które łączą dwoje ludzi.
Nie mam potrzeby zatrzymywania ludzi w imię jakiejś abstrakcyjnej misji społecznej. Mam natomiast umiejętność tworzenia przestrzeni, w której mogą się zatrzymać, i chętnie dzielę się tym doświadczeniem. Widzę, jak wiele znaczy to dla osób, z którymi pracuję.
W trakcie przygotowań pytam parę nie tylko o to, jak się poznali i jakie mają wspólne wspomnienia. Rozmawiamy również o wartościach, emocjach, kryzysach, walce o siebie oraz o tym, co daje im siłę jako parze.
I nagle widzę w ich oczach coś niezwykłego: moment, w którym na nowo uświadamiają sobie, jak bardzo są dla siebie ważni.
Właśnie wtedy zrozumiałem, jak istotną rolę pełnię w tej przemianie. Nie dotarło to do mnie podczas wygłaszania mowy ani wkładania obrączek, ale wcześniej, w czasie poznawania ludzi, których ślub miałem poprowadzić.
Ceremonia nie zaczyna się więc w chwili pojawienia się gości. Zaczyna się w rozmowie, podczas której para zatrzymuje się przy własnej historii.
Ślub humanistyczny nie jest ceremonią przeciwko czemuś
Zainteresowanie ślubami humanistycznymi rośnie, choć nie ma jednej instytucji, która prowadziłaby pełne statystyki takich uroczystości. Na rynku działa wiele organizacji, firm i osób prowadzących ceremonie na różne sposoby.
Moja praca opiera się na standardach Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że coraz więcej par szuka ceremonii osobistej, napisanej specjalnie dla nich.
Część nie identyfikuje się z żadną religią. Inni marzą o ślubie w plenerze. Jeszcze inni chcą po prostu uniknąć anonimowej uroczystości opartej na utartej formule. Nie chcą ceremonii, którą niemal bez zmian można byłoby przeprowadzić dla zupełnie innej pary.
Ślub humanistyczny nie powinien być jednak manifestacją „antyczegoś”. Nie budujemy go przeciwko religii, Kościołowi czy państwu. Jego istotą jest afirmacja człowieczeństwa, wolności, odpowiedzialności i miłości.
Każda ceremonia jest spersonalizowana. Nigdy nie prowadziłem i nie chcę prowadzić dwóch takich samych ślubów. Gdy zabieram się do pracy, piszę scenariusz dla konkretnej pary. Opowiadam o jej historii, relacji, codzienności, kryzysach, sposobach okazywania uczuć i drodze prowadzącej do decyzji o małżeństwie.
Niepowtarzalność nie polega jedynie na zmianie dekoracji czy muzyki. Ceremonia powinna być skonstruowana w taki sposób, aby nie mogła zostać wygłoszona dla nikogo innego.
Ceremonia cywilna i humanistyczna
Ślub cywilny ma przede wszystkim charakter prawny. Jego podstawowym celem jest zawarcie małżeństwa w świetle prawa. Ślub humanistyczny nie ma w Polsce mocy prawnej, ale jego punkt ciężkości znajduje się gdzie indziej: w historii pary, jej decyzji i samym przeżyciu ceremonii.
Zdarzają się urzędnicy, którzy potrafią poprowadzić ślub z dużym wyczuciem. Nadal jednak pozostają związani procedurą oraz oficjalną formułą. Ceremonia humanistyczna daje znacznie większą swobodę.
Może mieć charakter romantyczny, rodzinny, symboliczny, a nawet tematyczny. Może nawiązywać do baśni, Dzikiego Zachodu czy ulubionej książki. Osobiście najbardziej lubię śluby romantyczne, ale z odrobiną humoru: takie, podczas których goście i nowożeńcy mogą zarówno się uśmiechnąć, jak i wzruszyć.
Jedną z najważniejszych różnic są przysięgi. W ceremonii cywilnej obowiązuje oficjalna formuła. Podczas ślubu humanistycznego partnerzy często piszą własne przysięgi. Odczytują je, wymieniają się zapisanymi kartkami, zachowują je na pamiątkę albo wkładają do kapsuły czasu, którą otworzą w wybraną rocznicę.
Do ceremonii mogą zostać włączeni bliscy. Ktoś może wygłosić mowę, przeczytać fragment prozy lub poezji, wykonać ważny dla pary utwór albo uczestniczyć w rytuale symbolicznym.
Spotkałem też parę, która chciała, aby ślub humanistyczny przypominał formą ceremonię cywilną. Różnica polegała na tym, że wcześniej opowiedziałem historię ich miłości. I to również jest w porządku. Ostatecznie to para decyduje, jak ma wyglądać jej ślub.
Nie każda ceremonia musi być oryginalna w sensie widowiskowym. Ale każda musi być prawdziwa dla ludzi, których dotyczy.
Najważniejsza jest przysięga
Każdy ślub powinien zawierać przysięgę lub wzajemne zobowiązanie. To najważniejszy moment ceremonii.
Historia pary, muzyka, udział bliskich i rytuały symboliczne mogą być dowolnie modyfikowane. Można wspólnie wypić wino, przełamać się chlebem, związać dłonie szarfą albo zrezygnować ze wszystkich dodatkowych symboli. Nie one przesądzają o istocie ślubu.
Istotne jest to, że dwoje ludzi świadomie wypowiada wobec siebie słowa zobowiązania.
Jednym z najczęstszych nieporozumień dotyczących ślubów humanistycznych jest przekonanie, że są one tylko teatrzykiem, rodzajem zabawy w ślub podobnej do tej, w jaką bawią się dzieci.
Nie spotkałem jeszcze pary, która podczas własnego ślubu zachowywałaby się jak statyści odgrywający role. Przysięga – zarówno napisana samodzielnie, jak i oparta na bardziej formalnej formule – jest wypowiadana z przekonaniem i siłą.
Podobnie jak żołnierz wypowiadający rotę przysięgi nie tylko opisuje swoje zamiary, ale nadaje życiu nowy kierunek, tak partnerzy poprzez przysięgę wyznaczają kierunek swojej wspólnej drogi.
Brak mocy prawnej nie oznacza braku znaczenia. Prawo może uznać małżeństwo, ale nie stworzy świadomej decyzji dwojga ludzi. Bez tej decyzji nawet najdoskonalsza formuła prawna pozostaje pusta.
Ceremonia zaczyna się od rozmowy
Kiedy para wybiera mnie na celebranta, prowadzę ją przez cały proces przygotowań. Mam opracowaną metodologię, ale zawsze reaguję na potrzeby i plany konkretnych osób.
Jednym z najważniejszych elementów jest wywiad. Nie może być ankietą. Powinien stać się rozmową, podczas której para zaprasza celebranta do swojego intymnego świata.
Pytam nie tylko o pierwsze spotkanie, oświadczyny i wspólne przygody. Pytam również o kryzysy, sposoby okazywania miłości, poczucie bezpieczeństwa, tęsknotę, trudne dni, wzajemne wsparcie i rzeczy, które partnerzy szczególnie w sobie podziwiają.
Z przymrużeniem oka nazywam ten proces humanistyczną nauką przedmałżeńską. Różnica polega na tym, że nie moralizuję. Zadaję pytania. Niekiedy są to pytania sokratejskie, które nie podpowiadają gotowych odpowiedzi, ale pozwalają partnerom lepiej zrozumieć własną relację.
Uwielbiam ten moment, ponieważ widzę, że para na nowo przeżywa ważne chwile swojego związku. Zatrzymuje się i myśli o miłości, bliskości, wdzięczności i tęsknocie.
Dzięki temu, kiedy później staję z nią przed rodziną i przyjaciółmi, nie opowiadam historii dwojga obcych ludzi.
Wiem, jak mówią do siebie czule i jak się kłócą. Wiem, co robią, kiedy drugiej osobie jest trudno. Wiem, jak reagują, gdy słyszą „kocham cię”. Znam ich oświadczyny, zabawne historie i ważne momenty.
Opowiadam historię ludzi, których naprawdę zdążyłem poznać.

Słuch emocjonalny
Dobry celebrant potrzebuje kompetencji interpersonalnych, ciekawości drugiego człowieka, umiejętności słuchania i czegoś, co nazywam słuchem emocjonalnym.
Kiedy rozmawiamy z drugim człowiekiem, widzimy jego mikrogesty. Dostrzegamy, czy jakiś temat go ożywia, wzrusza, bawi, czy przeciwnie – pozostawia obojętnym. Mowa ciała osób przeżywających silne emocje jest wyraźna. Złość, nostalgia, radość, czułość czy tęsknota zmieniają głos, krótszy oddech, spojrzenie, sposób siedzenia i gesty.
U par, które są zakochane i właśnie podjęły ważną życiową decyzję, te emocje bywają szczególnie silne. Co więcej, najczęściej nie próbują ich ukrywać. W końcu ślub jest publiczną manifestacją ich miłości.
Być może jest w tym odrobina mojego romantyzmu, ale chcę wierzyć, że właśnie dlatego ludzie są ze sobą: ponieważ drugi człowiek naprawdę ich współtworzy.
Słuch emocjonalny polega nie tylko na słyszeniu wypowiedzianych zdań. Polega również na dostrzeganiu momentu, w którym zdanie urywa się, głos się zmienia albo partnerzy zaczynają patrzeć na siebie inaczej. Właśnie wtedy często pojawia się historia, która później może stać się sercem ceremonii. Pamiętam jedną z takich rozmów, gdy wywiad na chwilę urwał się, bo para spojrzała na siebie i trwali tak ze sobą. Nie chciałem psuć im tego momentu, ale było to na czym mi najbardziej zależy – spojrzeniu na siebie z czułością.
Dlaczego ChatGPT nie wystarczy
Żyjemy w czasie rewolucji sztucznej inteligencji. Dzieje się ona na naszych oczach i znajdujemy się w centrum ogromnej przemiany. Podobnie jak człowiek oglądający obraz z bardzo bliska, nie jesteśmy jeszcze w stanie dostrzec całego kształtu tego, czego właśnie doświadczamy. Widzimy jednak, że sztuczna inteligencja wpływa niemal na każdą sferę ludzkiego życia. Nie zastąpi jednak obecności drugiego człowieka.
Nie widzi gestów. Nie słyszy przyspieszonego oddechu. Nie dostrzega dłoni położonej na kolanie partnera ani spojrzenia, które trwa kilka sekund dłużej. Nie wie, kiedy trzeba zadać kolejne pytanie, a kiedy lepiej zamilknąć.
Gdy idziemy do teatru i przeżywamy prawdziwe katharsis, ale wiemy, że po opuszczeniu sali wrócimy do codziennego życia. Sztuczna inteligencja może pomagać nam aranżować wiele doświadczeń, ale nadal pozostaje przestrzenią zapośredniczoną.
Celebrant jest ludzką kotwicą, która osadza ceremonię w realnym świecie. Jest pierwszym świadkiem decyzji pary, a później pomaga tej decyzji wybrzmieć wobec bliskich.
Technologia może pomóc napisać zdanie. Nie weźmie jednak odpowiedzialności za sposób, w jaki zostanie ono wypowiedziane o konkretnych ludziach.
Między światem intymnym a społecznym
Ślub jest z jednej strony wydarzeniem publicznym, a z drugiej dotyka bardzo intymnej sfery życia. Celebrant powinien umieć połączyć te dwa światy.
Na chwilę staje się głosem uczuć pary, ale nie oznacza to prawa do ujawnienia wszystkiego, co usłyszał.
Podczas wywiadu partnerzy często opowiadają znacznie więcej, niż ostatecznie znajdzie się w scenariuszu. Mówią o anegdotach, żartach, relacjach rodzinnych, trudnościach i kryzysach. Nie każda dobra historia powinna zostać opowiedziana publicznie.
Jako celebrant jestem łącznikiem między światem intymnym a społecznym. Moją rolą jest przekazywanie emocji i historii w sposób bezpieczny dla pary.
Ceremonia jest ich świętem. Nie jest czasem na plotki ani stand-up o nowożeńcach. Efektowne zdanie nie może być ważniejsze niż zaufanie ludzi, którzy powierzyli mi swoją historię.
Dlatego selekcja materiału jest równie istotna jak samo pisanie. Czasami trzeba zrezygnować z świetnej anegdoty, ponieważ należy wyłącznie do pary. Innym razem warto skrócić wypowiedź, aby nie przekroczyć granicy prywatności. Celebrant musi wiedzieć nie tylko, co powiedzieć, ale również czego nie mówić.
Celebrant nie jest celebrytą
Formalnie niemal każdy może prowadzić ceremonię humanistyczną, ale nie każdy powinien.
Potrzebne są umiejętność występowania publicznego, dobra dykcja, odpowiednia praca głosem, prezencja, opanowanie i zdolność improwizacji. Podczas uroczystości często wydarza się coś, czego nie da się przewidzieć.
To jednak nie wystarczy. Nie wyobrażam sobie celebranta, który nie potrafi posługiwać się słowem pisanym i mówionym. Musi umieć rozmawiać, słuchać, wybierać materiał i nadawać mu właściwe proporcje żartu, powagi, historii i uczuć.
Powinien również pamiętać, że nie jest celebrytą. Nie jest wodzirejem ani kaznodzieją.
Celebrant ma towarzyszyć parze i subtelnie prowadzić ją oraz gości. Musi czuć, kiedy wycofać się w cień. Nie jest głównym bohaterem uroczystości. Jego zadaniem jest skierowanie całej uwagi na parę.
Można powiedzieć, że jego sukces polega na tym, aby podczas dobrze poprowadzonej ceremonii sam stał się niemal niewidoczny.
Jak mierzyć powodzenie ceremonii?
Ceremonia nie jest meczem piłkarskim, w którym liczy się końcowy wynik, niezależnie od stylu gry.
Lubię emocje, ale takie, które służą ludziom i dają im dobrostan. Same łzy wzruszenia nie są dla mnie miarą jakości ceremonii. Można wzruszyć gości za pomocą łatwego chwytu, mocnej muzyki albo efektownego zdania. To nie znaczy jeszcze, że wydarzyło się coś ważnego.
Jeśli można mówić o sukcesie, pojawia się on wtedy, gdy para i jej bliscy dostrzegają, że na ich oczach dokonała się rzeczywista zmiana. Że ceremonia nie była dodatkiem do wesela, ale chwilą, która nadała znaczenie ich decyzji.
Wiele par nie kończy znajomości ze mną po uroczystości. Pozostajemy w kontakcie. Być może dlatego, że kojarzę im się z momentem, w którym byli szczęśliwi i kiedy działo się w ich życiu coś naprawdę ważnego.
Bardzo cenię te relacje. One mówią mi o powodzeniu ceremonii więcej niż same pochwały, łzy czy brawa.

Granice i odpowiedzialność
Ślub humanistyczny daje dużą swobodę, ale nie oznacza dowolności pozbawionej zasad.
Przyjmuję prostą regułę: ślub jest dobrowolną decyzją dwojga dorosłych ludzi. Obie osoby muszą być pełnoletnie, świadome i zdolne do wyrażenia zgody.
Nie podejmuję się każdej ceremonii, którą ktoś chciałby nazwać ślubem. Nie poprowadziłbym uroczystości, w której jedną ze stron jest dziecko, osoba nieświadoma, zwierzę czy sztuczna inteligencja.
Humanizm nie oznacza braku granic. Przeciwnie: wymaga odpowiedzialności, szacunku dla autonomii człowieka i świadomej zgody.
Ślub humanistyczny jako świadome zatrzymanie
Świat w XXI wieku pędzie jak nigdy dotąd, a wraz z nim my. Wiele ważnych chwil po prostu się wydarza, po czym niemal natychmiast ustępuje miejsca następnym.
Ceremonia pozwala powiedzieć: „to jest ważne”.
Nie dlatego, że wymaga tego tradycja, instytucja czy prawo. Dlatego, że człowiek potrzebuje symbolicznych momentów, które porządkują jego życie.
Podczas ślubu dwoje ludzi nie tylko informuje innych o swojej decyzji. Nazywa ją, potwierdza i umieszcza we wspólnej historii. Bliscy nie są przypadkową publicznością. Stają się świadkami zmiany, która dokonała się w życiu pary.
Ślub humanistyczny jest takim świadomym zatrzymaniem się przy drugim człowieku. Chwilą, w której można odsunąć na bok zewnętrzny świat i powiedzieć: od dziś chcę budować swoje życie właśnie z tobą.
Ceremonia nie stworzy miłości, jeśli jej nie ma. Nie rozwiąże wszystkich przyszłych problemów. Nie zagwarantuje trwałości związku.
Może jednak nadać formę temu, co dotąd istniało między dwojgiem ludzi. Może nazwać ich decyzję, pozwolić jej wybrzmieć wobec bliskich i pozostawić pamięć, do której będą mogli wrócić.
I być może właśnie dlatego człowiek nadal potrzebuje ceremonii.
Marcin Kostyra

